Ujadanie było coraz bliżej. Światło lichtarza przemykało po gąbczastych kapeluszach skrzypiących grzybów, szczelnie porastających okolicę. Pod ziemią budziły się zmumifikowane mrówki. Drzewa były coraz dorodniejsze. Arkadia czuła lęk. Równocześnie znów oddychała. Miła odmiana po miesiącach płytkiego dyszenia.